Kontakt
Strona główna

Aktualności Członkostwo w POPPS FIO 2014 FIO 2013 FIO 2010-2011 FIO 2009 O fundacji Programy fundacji Ważne dla NGO Partnerzy i sponsorzy Media Materiały do pobrania Kontakt
Baza danych

Szukaj


Burmistrz Sochaczewa podsumowuje kadencję, my też podsumujmy

05-11-2014 19:32
Poleć znajomemu Wydrukuj znajomemu
Burmistrz Sochaczewa na specjalnym spotkaniu z organizacjami pozarządowymi pod koniec września podsumował czteroletnią kadencję. Na spotkanie, zgodnie z informacją urzędu miejskiego, zaproszono tylko organizacje korzystające z dotacji miasta. Organizacji niestarających się o dotacje nie zaproszono, choć współpracują z miastem, ale w formach pozafinansowych.
 
Współpraca z samorządem Sochaczewa jest dla Fundacji Autonomia bardzo ważna. Nie staramy się o dotacje, ponieważ jesteśmy m.in. organizacją strażniczą, a więc jawnie oceniającą działanie samorządu, przestrzeganie prawa, stosowane procedury i praktyki. Korzystanie z dotacji byłoby więc nieetyczne i powodowało konflikt interesów. W ramach współpracy pozafinansowej przekazujemy samorządowi swoje uwagi, mające na celu doskonalenie współpracy. Analizujemy dokumenty, występujemy z wnioskami, proponujemy rozwiązania sprzyjające współpracy miasta z sektorem pozarządowym i obywatelami. I choć burmistrz nie zaprosił nas na spotkanie podsumowujące, mamy obowiązek ocenić ostatnie cztery lata współpracy władz Sochaczewa z organizacjami obywatelskimi. Oceny dokonaliśmy na podstawie naszych doświadczeń we współpracy, dokumentów które posiadamy, obserwacji i opinii przekazanych przez inne organizacje. Zapewne każde ze stowarzyszeń, fundacji czy klubów sportowych współpracujących z Miastem ma własne doświadczenia oraz obserwacje i powinno podsumować minione cztery lata.
 
Próba samooceny samorządu – czy rzetelna?
 
Na krótkie podsumowanie działań Miasta w obszarze współpracy z organizacjami pozarządowymi mieliśmy okazję już na początku tego roku. W styczniu Urząd Miejski poinformował, że bierze udział w projekcie Dobre rządzenie. Wypracowanie i wdrożenie modelu współpracy 7 jednostek samorządu terytorialnego z organizacjami pozarządowymi. Realizacja projektu nie jest jeszcze zakończona, a jego wyniki na razie nieznane. Do udziału w projekcie Miasto zaprosiło tylko kilka wybranych organizacji pozarządowych. Później każda chętna organizacja mogła wypełnić ankietę oceniającą działania samorządu. Badanie obejmowało ocenę „stosowania jawnych i przejrzystych procedur decyzyjnych oraz wzajemnej chęci urzędników i przedstawicieli trzeciego sektora do współdziałania przy rozwiązywaniu lokalnych problemów”. Jako, że Fundacja Autonomia nie została zaproszona do udziału w projekcie, to wypełnienie ankiety było jedyną możliwością naszego głosu w ocenie działania Urzędu. Wpisując się w zaproponowany format staraliśmy się wtedy obiektywnie opisać nasz punkt widzenia. Co ważne w ankiecie należało wskazać zarówno na wady, jak i zalety współpracy. Dzisiejsze podsumowanie jest bardziej obszerne. Zacznijmy zatem od pozytywów.
 
Oceniamy pozytywnie, choć z zastrzeżeniami
 
Na początku stwierdzić trzeba, że od 2010 roku prawie całkowicie zmieniła się kadra (począwszy oczywiście od poziomu burmistrza, poprzez jego zastępcę, naczelników, aż po szeregowe stanowiska urzędnicze) która miała kształtować politykę Miasta wobec organizacji pozarządowych. Na początku kadencji powstał Wydział Promocji i Aktywizacji, a w jego ramach Referat Kultury, Sportu i Organizacji Pozarządowych. Potem, po oddaniu do użytku Kramnic Miejskich, powołana została inna komórka organizacyjna pod nazwą Centrum Kultury, Promocji, Sportu, Turystyki i Organizacji Pozarządowych. Z czasem niestety centrum zaczęło bardziej przypominać agencję organizacji miejskich imprez, niż merytoryczną komórkę organizacyjną urzędu. Centrum przejęło więc po części zadania Miejskiego Ośrodka Kultury, który przecież do tych celów jest powołany. Zatrudnienie nowych urzędników odpowiedzialnych za miejską politykę współpracy z organizacjami pozarządowymi miało dobre, ale i złe konsekwencje. Niekorzystnie wypada ocena ich początkowej wiedzy, kompetencji i doświadczeń. Na pierwszym spotkaniu organizacyjnym przed ogłoszeniem konkursów ofert urzędnicy nie wiedzieli nawet jakie załączniki powinny być dołączone do oferty konkursowej. Potem wiedza i doświadczenia rosły, ale w ograniczonym zakresie. Do Sochaczewa przyjeżdżali doświadczeni szkoleniowcy, którzy przekazywali dużo wiedzy miejskim urzędnikom. Trzeba jeszcze dodać, że pracownicy centrum zatrudniani byli często na umowę zlecenie (bez postępowania konkursowego, gdzie weryfikowane powinny być ich kompetencje) i musieli pracować po kilkanaście godzin dziennie przy organizowanych imprezach. W kolejnych dniach odbierali godziny nadliczbowe i często nie można się było do centrum dodzwonić. Brak doświadczenia urzędniczego pracowników skutkował jednak pewną otwartością na trendy i pomysły płynące z otaczającego świata pozarządowego i nie tylko. Nowa kadencja samorządu zbiegła się z nowelizacją ustawy o działalności pożytku publicznego i o wolontariacie oraz uchwaleniem ustawy o sporcie. Wiązało się to z wprowadzeniem nowych narzędzi współpracy z organizacjami pozarządowymi. Możliwości prawne skutkowały w Sochaczewie stworzeniem nowych zasad finansowania klubów sportowych, co stanowiło nową jakość dla tych podmiotów, ale w efekcie doprowadziło do ich pewnego uprzywilejowania. Miasto powołało Radę Sportu i Radę Działalności Pożytku Publicznego, które miały doradzać Burmistrzowi w zakresie współpracy z sektorem pozarządowym.
 
Inną inicjatywą, tym razem nie uregulowaną prawnie na poziomie krajowym, a w związku z tym możliwą do prawie dowolnego ukształtowania przez miasto, było zainicjowanie i wprowadzenie budżetu partycypacyjnego pod nazwą Sochaczewski Budżet Obywatelski (SBO), który staje się w całej Polsce sposobem edukacji i aktywizowania mieszkańców, czy organizacji pozarządowych. Samo wprowadzenie budżetu partycypacyjnego byłoby chwalebne, gdyby nie zaproponowana forma wypaczająca jego zadania, o czym niżej. Mimo to wprowadzenie SBO należy ocenić pozytywnie, ponieważ w przyszłości po modyfikacjach będzie to narzędzie realnego poprawiania jakości życia w mieście.
 
Jako atut, choć dla niektórych pozorny, można też wymienić fakt, że władze miasta i urzędnicy pełnymi garściami czerpali z tego, co robią inni i co dzieje się w mieście i poza nim. Zdarzało się, że potem podejmowali próby przejęcia pomysłu i wdrażania go jako własnego. Stąd wyrażane często, choć niepublicznie, obawy organizacji pozarządowych o zgłaszanie swoich pomysłów do programu współpracy na kolejny rok. Pozytywną nowością, choć w naszej ocenie realizowaną w niewłaściwy technicznie sposób, było zaangażowanie większej liczby organizacji pozarządowych we współorganizację imprez kulturalnych czy rekreacyjnych. Współorganizacja taka nie wiązała się z przekazywaniem organizacjom dotacji poprzez konkurs ofert, tylko indywidualnym „dogadywaniem się” konkretnej organizacji z urzędem. Niestety samorząd nie wprowadził żadnych zasad współorganizacji imprez, przez co formalnie decyzja o współpracy była uznaniowa.
 
Pozytywnie ocenić należy kontynuację polityki zlecania zadań publicznych. Większość organizacji pozarządowych występujących o dotacje otrzymywała dofinansowanie. Co prawda konkurs ofert nie polega na tym, aby dotacje dostawał każdy, ale dla organizacji było to oczywiście korzystne. Obszary współpracy były zróżnicowane, choć w niektórych za mało było środków finansowych, a wysokość dotacji symboliczna, np. 1000 zł. Szczególnie podkreślić trzeba niewielkie, w stosunku do zgłaszanych potrzeb, środki na zadania z obszaru szeroko pojętej kultury. Ograniczało to znacząco (bądź niektórych w ogóle wykluczało ze względu na skalę realizowanych zadań) możliwości realizacji zadań miasta w tym obszarze. Powodowało to też konieczność występowania do urzędu miejskiego z prośbą o „współorganizację”, a zasady takiej współpracy nie były nigdzie określone. Z racji na niewielkie środki wiele organizacji kulturalnych w ogóle zatem nie korzystało z dotacji i przez to się nie rozwijało.
 
Podkreślenia warte jest też to, że wiele organizacji zadowolonych było z możliwości bezpłatnego wykorzystywania miejskich obiektów, szczególnie tych sportowych, będących w zarządzie MOSiR.
 
Oceniamy negatywnie
 
Negatywnie oceniamy praktyczny brak konsultacji społecznych z mieszkańcami i organizacjami pozarządowymi. Brak konsultacji, mimo obowiązków ustawowych, już na samym początku kadencji spowodował, że Wojewoda Mazowiecki stwierdził w postepowaniu nadzorczym, że przepisy dotyczące nowych zasad finansowania sportu zostały podjęte z naruszeniem prawa. Fundacja Autonomia apelowała o konsultacje uchwał przed ich podjęciem. Ani burmistrz, ani rada miejska nie zareagowały. Potem, kiedy wojewoda zakwestionował uchwalone prawo, winą za opóźnienie prac nad uchwałami starano się obarczyć fundację. Co więcej, przez całą kadencję podjętych było jeszcze wiele uchwał, które obowiązkowo powinny być skonsultowane. Konsultowane były projekty programów współpracy z organizacjami pozarządowymi, ale większość uwag merytorycznych była automatycznie odrzucana bez należytego uzasadnienia. Na dowód braku oficjalnych konsultacji społecznych wystarczy wpisać słowo „konsultacje” w wyszukiwarce Biuletynu Informacji Publicznej urzędu miejskiego.
 
Jawność życia publicznego była przez ostatnie cztery lata zaniedbana. Szwankował nawet dostęp do informacji publicznej. Fundacja Autonomia cztery lata z rzędu (2010-2013) prosiła urząd miejski o udostępnienie projektu budżetu na kolejny rok. Ani razu nie dostaliśmy wnioskowanej informacji, co jest rażącym naruszeniem ustawy o dostępie do informacji publicznej. Komplet zarządzeń burmistrza podjętych w okresie czterech lat nie jest dostępny dla żadnego z mieszkańców Sochaczewa bez poświęcenia czasu i osobistego odwiedzania urzędu, chyba że poprosi o nie Fundację Autonomia. Nam udało się uzyskać zarządzenia (wydane od początku kadencji do końca maja 2014 roku) wnioskując o nie i prosząc, aby w pierwszej kolejności zostały opublikowane w Biuletynie Informacji Publicznej. Zamiast publikacji w BIP dostaliśmy 80 e-maili o łącznej wadze ponad 1,13 GB, a kompletu zarządzeń w BIP nie ma do dziś. BIP, choć przeszedł techniczną metamorfozę, w naszej opinii został zlekceważony, jako narzędzie informowania mieszkańców o działaniach samorządu.
 
Brak jawności i przejrzystości działania zauważyć można w kwestii zagospodarowania Kramnic Miejskich. Zgodnie z założeniem projektu rewitalizacji w kramnicach miało powstać „Sochaczewskie Centrum Organizacji Pozarządowych, którego misją miało być wspieranie i aktywizowanie sochaczewskich organizacji pozarządowych, działających na rzecz rozwoju lokalnego miasta Sochaczewa tak, aby przeciwdziałać bezrobociu, wykluczeniu społecznemu oraz wspierać osoby niepełnosprawne” (cytat z wniosku o dofinansowanie projektu w ramach RPO WM 2007-2013 pt. „Rewitalizacja zabytkowych Kramnic w Sochaczewie”). Kramnice miały być siedzibą Miejskiego Centrum Informacji i Lokalnej Organizacji Turystycznej „Mazowsze Chopina”. Zamiast Sochaczewskiego Centrum Organizacji Pozarządowych w kramnicach zagościła komórka organizacyjna urzędu miejskiego. Środowisko pozarządowe nie tak wyobrażało sobie taki sposób wykonania zapisu unijnego projektu. Prawdziwe centrum organizacji powinno być instytucją informacyjną i usługową (m.in. poradnictwo prawne, pozyskiwanie środków zewnętrznych, udostępnianie pomieszczeń, sprzętu), powinno spełniać rolę inkubatora. Powinno być otwarte w niestandardowych godzinach, kiedy aktywne są organizacje. Wydział urzędu miejskiego nie spełnia takiej roli.
 
W chwili oddania do użytku budynku kilka lokali zostało rozdysponowanych do użytku organizacji pozarządowych. Odbyło się to uznaniowo, bez określenia zasad, na jakich lokale są przyznawane, bez publicznego ogłoszenia dostępności lokali. Miasto nie prowadzi jawnej, przejrzystej i dostępnej dla wszystkich zainteresowanych organizacji pozarządowych polityki dysponowania mieniem miasta przeznaczonym do wykorzystania przez organizacje pozarządowe. Jednocześnie już użyczone lokale wykorzystane są w małym zakresie, tylko w wybrane dni i w wybranych godzinach. W pozostałym czasie lokale stoją puste. Udostępnienie wyłącznie sali konferencyjnej nie jest działaniem ponadstandardowym i ma już w mieście tradycję wieloletnią.
 
Sochaczewska Rada Działalności Pożytku Publicznego (SRDPP) mogła być szansą na nowe otwarcie w dialogu z sektorem pozarządowym. Ale i ten zespół został zmarnowany, a jego potencjał niewykorzystany. Już sam początek nie zwiastował powodzenia, bowiem to władze miasta nie czekając na zapisaną w ustawie inicjatywę organizacji same zainicjowały powołanie SRDPP. Na specjalnym, wyreżyserowanym spotkaniu, przedstawiciele miasta nie potrafili odpowiedzieć, skąd ich inicjatywa i jaki mają pomysł na funkcjonowanie rady. Zebranym organizacjom przedstawiono do podpisu listę popierającą powołanie SRDPP. Mimo wątpliwości w intencje urzędników, wszyscy zebrani podpisali listę i to otworzyło miastu możliwość powołania rady. Niżej podpisany został do rady zgłoszony przez liczną grupę współpracujących organizacji i ostatecznie do rady powołany przez burmistrza. W naszej ocenie pierwsza kadencja rady okazała się fiaskiem. Brak pomysłu na działania skutkował nieprzygotowaniem urzędników do posiedzeń, słabą organizacją merytoryczną, niechęcią do podejmowania nowych wyzwań i tematów. Radni, wyznaczeni do członkostwa w radzie (Jolanta Gonta – przewodnicząca rady, Marcin Cichocki – wiceprzewodniczący)  w ciągu dwóch lat kadencji obecni byli tylko na posiedzeniu inauguracyjnym, kiedy odebrali z rąk burmistrza nominację na członków. W kilku posiedzeniach brał udział wyłącznie trzeci radny - Jakub Wojewoda). Wszyscy (ci sami) radni zostali powołanie na kolejną kadencję, choć nawet urzędnicy miejscy twierdzili, że ich nieobecność na posiedzeniach to skandal. Zupełnym kuriozum w pracach rady I kadencji było jedno z głosowań, w którym część przedstawicieli organizacji pozarządowych głosowała wbrew interesom środowiska sochaczewskiego trzeciego sektora. Chodziło o pozytywne zaopiniowanie wprowadzenia do programu współpracy możliwości udzielania dotacji na wkłady własne do projektów realizowanych z funduszy zewnętrznych. We wcześniejszej dyskusji rada prawie w komplecie poparła pomysł. W głosowaniu członkowie rady - urzędnicy, a za nimi część przedstawicieli organizacji, byli przeciw. Ten sposób działania pokazuje, że idea rady została wypaczona, a jej powołanie dostosowane do bieżącej polityki władz miasta. O pracach rady II kadencji miasto nie informuje. Tak samo nie ma informacji o działaniach Sochaczewskiej Rady Sportu.
 
W ostatnich dwóch latach władze dostosowały do swoich doraźnych potrzeb również inne przedsięwzięcie, które miało służyć mieszkańcom, ale głównie obliczone było na budowę wizerunku władz i współpracowników. Chodzi nam tu chwaloną wyżej inicjatywę wprowadzenia budżetu partycypacyjnego. Trzeba podkreślić, że budżet partycypacyjny w każdym mieście jest inny – nie jest bowiem określony żadnym dedykowanym mu aktem prawnym. W związku z tym każdy samorząd tworzy go inaczej. Raz lepiej, raz gorzej. Ale w każdym budżecie partycypacyjnym powinno chodzić o edukację mieszkańców o miejskim budżecie, sposobie jego tworzenia, możliwych dochodach, wydatkach „sztywnych” i tych możliwych do samodzielnego planowania. W budżecie partycypacyjnym powinno chodzić o angażowanie mieszkańców w myślenie o mieście, jako wspólnocie i odpowiedzialności za jego rozwój. Część miejskiego budżetu zostaje wydzielona po to, aby mieszkańcy wskazali potrzeby im bliskie, żeby utożsamiali się ze swoja ulicą, jej współmieszkańcami i starali się ją poprawić. Projekty realizowane poprzez budżet partycypacyjny powinni służyć przede wszystkim poprawie jakości życia w lokalnych środowiskach.
 
„Sochaczewski Budżet Obywatelski” powstał niestety bez udziału mieszkańców. Jego założenia nie były konsultowane, w każdym razie nie otwarcie i publicznie. Jego wprowadzenie nie zostało przygotowane na wysokim poziomie. Brakowało edukacji w zakresie sposobu tworzenia projektów. Mieszkańcy, chcący składać swoje projekty, nie dostali pomocy od miasta w zakresie wyceny ich przedsięwzięć, możliwości formalnych realizacji proponowanych inwestycji. Z tego powodu wiele zgłoszonych projektów zostało odrzuconych formalnie. O ocenie formalnej wniosków decydował zespół, w którego skład nie wchodzili miejscy urzędnicy odpowiedzialni za inwestycje, planowanie przestrzenne czy budżet. Możliwość składania wniosków przez miejskie jednostki organizacyjne, dysponujące potencjałem ludzkim i organizacyjnym, wprowadziło nierówność szans w promocji i głosowaniu na projekty. Nie pomyślano o ograniczeniu wartości proponowanych inwestycji, podzieleniu kwoty na obszary na terenie miasta. W ten sposób pula środków została szybko wyczerpana. Dopiero wprowadzenie SBO sprawiło, ze wykonana została ważna i potrzebna inwestycja, którą samorząd zaniedbał przez tą i wiele poprzednich kadencji. A nie takie powinno być zadanie budżetu partycypacyjnego.
 
W realizacji Sochaczewskiego Budżetu Obywatelskiego Miasto skupiło się na etapie głosowania na zgłoszone projekty starając się, aby ten etap SBO był jak najbardziej przez mieszkańców zauważalny i powszechny, stąd m.in. niedzielne głosowania pod sochaczewskimi kościołami. Niewątpliwie, jak najwięcej mieszkańców powinno głosować, ale zrównoważone powinny być wszystkie etapy wdrażania budżetu partycypacyjnego.
 
II edycja SBO w 2014 roku potwierdziła, że miasto nie jest organizacją uczącą się. II edycja przebiegała identycznie jak pierwsza. Miasto, jeżeli przeprowadziło wewnętrzną analizę i ocenę przebiegu pierwszej edycji, to musiało być z niej w pełni zadowolone. Można powiedzieć, że cele zostały osiągnięte: właściwe inwestycje są realizowane i o SBO jest wystarczająco głośno na etapie głosowania. Ocena społeczna okazała się niepotrzebna. W międzyczasie to jedna z sochaczewskich organizacji pozarządowych zaproponowała dyskusję nad kształtem SBO, ale było już za późno, bo wdrażanie II edycji trwało. Mieszkańcy miasta zaangażowali się szeroko podczas wdrażania obu edycji SBO, szczególnie na etapie głosowania. Mobilizacja była tu duża.
 
Ogłoszone niedawno wyniki II edycji SBO pokazały, że idea budżetu partycypacyjnego w Sochaczewie jest fikcją. Zwyciężył ponownie projekt inwestycyjny, którego beneficjentem jest chodakowski zespół szkół. Cała pula środków została wykorzystana przez jeden projekt. Nieprzekonująco brzmią wyjaśnienia władz miasta, że ponownie o zwycięstwie zdecydowała „determinacja środowiska szkoły, uczniów i rodziców”. Teraz tylko determinacja wszystkich zawiedzionych i rozczarowanych mieszkańców miasta może spowodować, że SBO w tym kształcie nie będzie już obowiązywał. Wśród sochaczewian zaczęły pojawiać się głosy krytyczne, dotyczące zasad i organizacji przebiegu SBO. Być może daje to szansę, że samorząd krytycznie spojrzy na obowiązujące zasady budżetu partycypacyjnego i zdecyduje się na zmiany. Daje to też szansę, że mieszkańcy nie zniechęcą się do obowiązujących i niezadowalających rozwiązań w kolejnych latach.
 
Urząd Miejski w Sochaczewie – organizacja, która nie uczyła się na własnych błędach
 
Podsumowanie, pomimo wymienionych pozytywów, wypada w naszej ocenie co najmniej rozczarowująco. Wiele z podejmowanych inicjatyw ocenilibyśmy wyżej, gdyby robione były z intencją realnej poprawy współpracy miasta z organizacjami pozarządowymi i obywatelami. Gdyby były dopracowane, przemyślane, przygotowane po zasięgnięciu opinii mieszkańców i przedstawicieli organizacji pozarządowych, skonsultowane i dopiero wprowadzone. W naszej ocenie ich intencją było jak najszersze oddziaływanie wizerunkowe i promocyjne, tworzenie obrazu aktywnego i otwartego samorządu, w którym wiele się dzieje. Tak, na pierwszy rzut oka działo się wiele, ale w większości działania te były pozbawione treści i pozorne. I ostatecznie bez żadnych wątpliwości podporządkowane jednemu celowi – wykreowaniu wśród mieszkańców pozytywnego wizerunku władz miasta. W tą machinę zaprzęgnięto również cały obszar współpracy z organizacjami pozarządowymi.
 
Każda organizacja, realizująca wiele zadań, nigdy nie jest doskonała i popełnia mniejsze czy większe błędy. Ważne, żeby potrafiła słuchać opinii z zewnątrz, spojrzeć na siebie krytycznie, a potem się doskonalić, nie popełniać tych samych błędów ponownie. Samorząd to organizacja skomplikowana i rozbudowana, ale wyróżniająca się tym, że realizuje działania na rzecz mieszkańców. Logika wskazuje więc, że to mieszkańcy powinni być dla niej najważniejsi, a samorząd powinien ich zapraszać do współpracy. Korzystać z ich wiedzy, doświadczeń i pomocy w rozwiązywaniu lokalnych problemów i budowaniu lokalnie funkcjonujących mechanizmów współpracy. Samorząd powinien te zależności rozumieć. Niestety władze Sochaczewa z pewnością nie korzystały w ten sposób z potencjału zewnętrznego i wiedzy partnerów społecznych. To z pewnością wpływa na ocenę mijającej kadencji władz Miasta Sochaczewa.
 
Michał Jakubowski, Fundacja Autonomia

« powrót
Fundacja Autonomia Adres: Plecewice 98, 05-088 Brochów tel. 0 694 943 480 e-mail: fundacja@fundacjaautonomia.org
wykonanie: ewipo.pl